Emocje towarzyszące śmierci papieża Franciszka, oraz wyboru jego następcy już powoli opadają, wiec jak to mam w zwyczaju – zabiorę głos z opóźnieniem. Nie wynika to z faktu, że nie miałem czasu, czy chęci (chociaż z czasem to najchętniej wydłużyłbym dobę do 48 godzin) tylko lubię poczekać i posłuchać, co mówią inni, aby mieć się do czego odnieść. Niestety z wielką przykrością muszę przyznać, że od niektórych filmików, czy podcastów więdną uszy i pojawiają się pytania, o których nawet wstyd napisać.
Noc to moment, w którym człowiekowi do głowy przychodzą różne sytuacje, myśli i słowa, których nie potrafił powiedzieć w ciągu dnia i których nie potrafi przepracować od lat. Patrząc w sufit zastanawiałem się, dlaczego w ludziach jest tyle złości, hejtu, negatywnych uczuć nawet do głowy religii którą wyznają.
Przyznam się Wam.
Też patrzyłem na pontyfikat papieża Franciszka z żalem i roztargnieniem. Nie zgadzałem się z jego słowami, jego podejściem do współczesnego świata i prowadzeniem pontyfikatu na podstawie scenariusza z Netflixa w wersji soft. Jednak wczoraj zacząłem się zastanawiać – niby dlaczego tak uważam? Czy to są moje myśli? Na jakiej podstawie do tego doszedłem?
Przypomniały mi się wtedy przeróżne filmy i podcasty traktujące o Franciszku błogosławiących homoseksualistów, walczących o komunie dla rozwodników, o jego podejściu do biednych, do innowierców, do uchodźców, do prostytutek i wiecie co?
Pewnie wielu z was w tym momencie przestanie czytać ten tekst, ale ja w Nim zobaczyłem Chrystusa. Wydaje mi się, że zrozumiałem jak bardzo się myliłem oceniając go na podstawie zasłyszanych filmów, w których to tłumaczy się jak Jego postępowanie jest sprzeczne z Ewangelią, ale czy aby na pewno…?
Czy papież Franciszek rzeczywiście głosił herezje? Czy był „antypapieżem”? A może… po prostu odważnie głosił Ewangelię miłości?
Pierwszą moją myślą byli rozwodnicy i komunia święta. W myśl aktualnie obowiązującego prawa, rozwodnicy nie mogą przystępować do komunii.
Chrystus powiedział – kto oddala Swoją żonę/męża naraża ją/go na cudzołóstwo.
Tak, cudzołóstwo to grzech, ale co w przypadku, gdy ani jedna ani druga strona nie współżyją z innymi? Co w przypadku, gdy niestety faktycznie ten związek był już nie do odratowania i życie razem wiązało się z jeszcze większą możliwością popełnienia grzechów w postaci faktycznego cudzołóstwa/zdrady, lub nawet przemocy?
Dlaczego kościół, ksiądz ma zakazywać takim ludziom przyjmowania ciała Chrystusa?
Jak spojrzymy na historię kościoła, która nie była i nadal nie jest kolorowa znajdziemy papieża, który z Watykanu zrobił dom publiczny, inny Swoich synów uczynił kardynałami, a jeszcze inny odszedł do domu ojca podczas stosunku płciowego. Nie chce tutaj opisywać wszystkich przypadków, bo to nie o to dzisiaj mi chodzi ale pamiętajmy, że kościół nie był i nadal nie jest kolorowy. Chociaż może akurat słowo kolorowy tutaj pasuje, bo wbrew przekonaniu i opinii to wielu z księży ma tęczowe poglądy – ukryte, co jest jeszcze smutniejsze.
Gdy zaczęło się moje nawrócenie i odwiedziłem kościół z własnej, nieprzymuszonej woli, z ogromnej potrzeby serca, podczas mszy miałem w sobie ogromną chęć przyjęcia Komunii świętej. Wiedziałem, że nie byłem na spowiedzi dobre pięć lat i w teorii nie mogę przystąpić do sakramentu. Jednak wiecie co, ta chęć była we mnie taka silna, to tak jakbyście mieli ogromną ochotę na ciasto, którego w domu nie macie i w środku nocy pojechalibyście do całodobowego sklepu po wszystkie składniki, a później w domu w ogromnym szczęściu przygotowywalibyście dla siebie to ciasto, a potem delektowalibyście się każdym jego kęsem. Taka była dla mnie ta msza. Każda sekunda przeżywania Najświętszej ofiary była dla mnie czymś mistycznym, pięknym i nie do opisania. Poszedłem na Komunię, poczułem po Niej obecność Chrystusa, czułem jak mnie przytula, jak we mnie jest, jak się razem sobą cieszymy.
W myśl kościoła popełniłem świętokradztwo, jestem potępiony, ogólnie to nara.
A w mojej myśli zjednoczyłem się z Bogiem, wróciłem do Niego, a on mnie przyjął.
Oczywiście później poszedłem na spowiedź, bo później Bóg wzbudził we mnie tę potrzebę wyznania grzechów po tak długim czasie.
Swoją drogą znacie historię spowiedzi w kościele? To temat na osobny artykuł i chyba się tym zajmę.
Franciszek mówił:
„Kościół jest szpitalem polowym po bitwie”.
Nie miejscem dla elit, ale miejscem ratunku dla zranionych. To dla wielu osób drażniące, ponieważ Kościół kojarzy się z porządkiem, dyscypliną i zasadami, chociaż papież przypominał – najpierw miłosierdzie, potem prawo, co nie znaczy: „róbta co chceta”. To znaczy: nikt nie jest wykluczony z miłości Boga.
Dlaczego mamy ograniczać ludziom dostęp do Chrystusa? Przecież On sam wychodził do grzeszników, sam im się oddawał, aż w końcu sam dla Nich zmarł na krzyżu. Dlaczego mamy zabraniać ludziom, którzy chcą przyjąć go do Swego serca? Czy Jezus odmówiłby grzesznikowi dostępu do siebie? Nie. Czy Jezus nie pozwoliłby grzesznikowi do siebie przyjść? Nie. Więcej, On sam po Nas wychodzi. Po Nas, po Ciebie i po mnie, bo wszyscy grzeszymy.
Słuchając kolejnego potoku pięknych słów dotyczących ideologii LGBT wśród katolickich portali przypomniały mi się słowa, jakie papież Franciszek powiedział odnośnie homoseksualistów – Jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać?
Czy to herezja? Czy to nie przypomina raczej słów Jezusa:
„Nie przyszedłem, aby potępić świat, ale by świat zbawić”
(J 12,47)
Moim zdaniem, to święte słowa. Oczywiście, sodomia jest grzechem, ale co w przypadku, gdy taka osoba żałuje, gdy szuka Boga, pocieszenia w nim, a MY, katolicy mu tego zabraniamy, bo przecież jest Gejem? Czy tak to powinno wyglądać?
Kim jesteśmy, żeby osądzać? Gdyby Jezus spojrzał na nas przez pryzmat naszych grzechów, to niejeden z nas byłby w głębszej otchłani piekielnej niż homoseksualiści. Z resztą w kościele też mamy do czynienia z gejami. Może warto się za nich pomodlić, albo jeżeli takowych znacie po prostu ich akceptować?
Warto pamiętać, że Franciszek nie zmienił nauczania Kościoła, ale jego język i podejście są zdecydowanie bardziej empatyczne i pełne miłości. Tak jak powiedział:
„Osoby homoseksualne mają prawo być w rodzinie. Są dziećmi Bożymi.”
Trudno się nie zgodzić.
Franciszek podkreślał, że osób się nie odrzuca, a grzeszników nie oddziela się od wspólnoty, tylko kocha się ich i pomaga wzrastać w wierze.
Wielu patrzy na świat przez pryzmat nieskazitelności kościoła zapominając, że kościół tworzą grzesznicy. Nie można pochwalać grzechu – mam nadzieję, że to oczywiste i nie odbieracie tak moich słów, ale czyż nie sam Jezus powiedział – Zanim wyciągniesz drzazgę z oka bliźniego, wyciągnij najpierw belkę ze swojego oka?
Gdy żydzi chcieli ukamienować prostytutkę Jezus im powiedział – Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień.
Wydaje mi się, że niektórzy wybierają z pisma co im pasuje, podsycając to żydowską ortodoksyjnością co do Prawa, które Jezus wypełnił, jak sam powiedział.
Kolejną sytuacją, która dla wielu jest bulwersująca było podejście Franciszka do uchodźców.
Żeby było jasne. Uchodźcą nie jest osoba w wieku poborowym przypływająca do Europy w celu życia na koszt społeczeństwa, bez jakiejkolwiek chęci asymilacji i dostosowania się do prawa. Uchodźcy to Ci, którzy faktycznie muszą uciekać z kraju przez wzgląd na sytuacje polityczną, czy gospodarczą. Przykrym faktem jest to, że wiele mediów wykorzystuje imigrantów do budowania propagandy, która chyba ma na celu wymazanie Europejskich tradycji, jak i samego kontynentu z map świata.
Franciszek od początku swojego pontyfikatu bardzo mocno stawał w obronie uchodźców i migrantów. Podczas spotkania z uchodźcami w Lampedusie w 2013 roku powiedział
„Nie lękajmy się dzielić nadziei z tymi, którzy jej najbardziej potrzebują.”
Jak te słowa pasują do tego jubileuszowego 2025 roku – pielgrzymi nadziei.
Kochani pamiętajmy, że my też jesteśmy uchodźcami. Jesteśmy uchodźcami z raju, którzy szukają Swojego miejsca, które czeka na nas w niebie.
Franciszek Wielokrotnie apelował o gościnność, solidarność i integrację. Podkreśla, że Kościół musi być „szpitalem polowym” — otwartym na poranionych i odrzuconych.
W pewnych mediach jedne co słyszymy to straszenie nas odmiennością kulturową, zamachami, gwałtami, ogólnym niepokojem społecznym, jednak należy pamiętać, że oprócz takich imigrantów ekonomicznych, są faktyczni uchodźcy, którzy na prawdę szukają pomocy i szansy na lepsze życie.
Przykład?
U mnie w zakładzie pracuje kilku imigrantów. Nie robią burd, nie wszczynają zamieszek, ciężko pracują, aby zarobić na swoje utrzymanie. Nie narzucają swoich przekonań, potrafią się dostosować. Wielu z nich uczy się polskiego, a jak czegoś nie rozumieją to korzystają z tłumacza.
Czy takie osoby powinny być z góry przez nas skazywane na wygnanie?
Niestety gdy myślimy o uchodźcach mamy w głowie bojowników pastwa islamskiego chcących nam zaprowadzić kalifat. Też mam takie spostrzeżenia i właśnie patrząc przez ten pryzmat nie potrafimy odnaleźć tych faktycznie potrzebujących, bo z góry ich oceniamy.
Papież Franciszek nie głosił nowej Ewangelii. On głosił tę samą Dobrą Nowinę, ale mówił do świata, który się zmienił.
Świata poranionego samotnością, odrzuceniem, kryzysem sensu i wiary. Nie bał się wyjść na ulice, rozmawiać z grzesznikami, płakać z ubogimi, uśmiechać się do niewierzących. Czy to jest herezja? Czy raczej naśladowanie Jezusa?
Na koniec przypomnę jedno z jego najbardziej znanych, a zarazem najmocniejszych zdań:
„Chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich.”
To nie rewolucja. To powrót do źródła. Do Betlejem. Do Nazaretu. Do Golgoty.
Jeśli coś w Tobie zgrzyta, zadaj pytanie. Szukaj. Ale nie oceniaj zbyt szybko. Bo może właśnie to, co wydaje się „kontrowersją”, jest najbardziej ewangeliczne.
Jeśli chcesz – zostaw komentarz. Jeśli jesteś księdzem, siostrą zakonną i chciałbyś/chciałabyś mi pokazać jak bardzo się mylę w tym co pisze – czekam na meil.
Jeśli jesteś osobą świecką i totalnie się ze mną nie zgadzasz – tym bardziej napisz, a może przy okazji… pomódl się za papieża Franciszka.
Ps. Przymierzam się do otwarcia kanału na Youtube, ponieważ nawet na przykładzie tego wpisu – nie zawarłem tutaj nawet połowy przemyśleń. 🙂
