Rozpoczęliśmy Wielki Post. Dla nas katolików to nie tylko okres wyrzeczeń i postanowień, ale przede wszystkim zaproszenie do zatrzymania się w codziennym biegu, spojrzenia w głąb siebie i odnowienia relacji z Bogiem, bliźnimi i samym sobą. Żyjąc w ciągłym pośpiechu, te 40 dni przypomina nam, że cisza, prostota i świadome wybory mają ogromną wartość. Patrząc na dzisiejszy świat możemy się zapytać, czy post ma jakikolwiek sens?
We wczesnych wiekach chrześcijaństwa, wierzący mogli spożywać tylko jeden posiłek dziennie. Rezygnowano nie tylko z mięsa, ale także produktów odzwierzęcych takich jak jajka. Dzisiaj kościół przypomina nam, że Wielki post to modlitwa, post i jałmużna. To czas wyjścia na pustynię, która w Biblii jest miejscem prawdy. To tam człowiek przestaje uciekać przed sobą i przed Bogiem. W środę zaczęliśmy od popiołu – znaku kruchości. Od słów, które z miejsca sprowadzają nas na ziemię i przypominają, że jesteśmy prochem, równocześnie zapraszając nas do chwili refleksji i zatrzymania się w świecie, który nieustannie biegnie.
Chciałbym się Wam do czegoś przyznać.
Jestem uzależniony. Jestem ciężko chorym CUKROHOLIKIEM. Ciężko mi wyobrazić sobie dzień bez batonika, drożdżówki, czy – co ostatnio jest moją największą słabością – cukierków na wagę… To ciekawa sprawa, ponieważ gdy wchodzę do sklepu, to z premedytacją omijam półki z łakociami, żeby nie kusiło. Wchodzę kupić co potrzebuje i uciekam do kasy i tutaj właśnie sklep zastawił na mnie sidła… Wydaje mi się, że się kapnęli, że chce unikać cukru i tuż obok kasy pojawiły się kartony z… cukierkami na wagę… 🙂 Wystawiają moją wolę na pokuszenie, której niestety ulegam…
Właśnie dotykając tematyki cukru i postu chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć moją rozmowę sprzed kilku lat z księdzem, którego poznałem dość przypadkowo – chociaż jak to się mówi – nie ma przypadków – jest Duch Święty – w co bardzo wierzę.
Po powrocie do Boga czułem taką silną potrzebę serca, aby się częściej spowiadać. Jako (wtedy) początkujący katolik spowiadałem się dość często, głównie z jednych i tych samych grzechów przez co czułem, że mój spowiednik jak mnie słyszy potrafi sobie odtworzyć w głowie mój referat. Tym razem akurat nie było „mojego” spowiednika i trafiłem na młodego księdza, jak się później okazało – bardzo rozmownego.
Standardowe powitanie, wyznanie grzechów i rozmowa – której nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Z reguły podczas wizyty w konfesjonale ksiądz głosił mi naukę (którą swoją drogą też znałem na pamięć), bez pytań, rozmowy, według przyjętego schematu.
Jak masz na imię? – Zapytał ksiądz.
Aleksander, odpowiedziałem zdziwionym głosem. A ksiądz? – nie zostałem dłużny, też chciałem poznać imię człowieka za kratką.
– Piotrek.
– O fajnie, ja mam mam na drugie Paweł.
– To jesteśmy Piotr i Paweł. – zażartował
Jako, że spowiedź haczyła o Wielki Post, ksiądz Piotr zadał mi pytanie – Czy podjąłeś w tym roku jakiś post?
Oczywiście jako przykładny katolik bez wahania odpowiedziałem – nie jem mięsa w piątek.
– A w inne dni jesz? – Zapytał znudzonym głosem.
– W sumie to tak może raz w tygodniu.
– I to jest według Ciebie poświęcenie? – Nie ukrywam, lekko mnie zamurowało. Przecież w poście chodzi o niejedzenie mięsa w piątki! Tak wtedy myślałem…
– Aleksandrze, czy lubisz słodycze, chipsy, czy palisz papierosy, pijesz alkohol? – Tak się składało, że z wymienionych przez księdza pokus jedyną, która nie chciała mnie (albo ja jej) odpuścić były słodycze.
– Jem dużo za dużo słodyczy.
– To zamiast nie zjeść schabowego, spróbuj nie zjeść żadnego batona przynajmniej raz, czy dwa w tygodniu i to będzie dla Ciebie większe wyrzeczenie.
Można powiedzieć, że ksiądz Piotr w minutę wyjaśnił mi zasady działania postu.
Dla jednych z nas post może być odmówieniem sobie wieczornego piwka, dla drugiego tabliczki czekolady, a dla trzeciego faktycznie – schabowego.
Post jest kwestią indywidualną dla każdego człowieka. Stając dzisiaj samemu przed sobą zadajmy sobie pytanie – co, lub kto jest moim batonikiem?
Dzisiejsze uzależnienia wyglądają niewinnie. Zaczynają się od porannego wyłączenia budzika zapowiadającego szybką poranną prasówkę przed wyjściem do pracy. Po drodze podcast o niepokoju na bliskim wschodzie i spadkach na giełdzie. W pracy ploteczki o nowej księgowej nie ogarniającej oprogramowania. Lekkie oszustwa na towarach, żeby zarobić większy procent dla siebie, albo zabranie dwóch taśm malarskich z pracy, bo przecież się przydają, a w firmie jest ich dużo. Strąbienie kierowcy i kilka wulgaryzmów w jego stronę, dwa przejazdy na czerwonym, bo „się śpieszę”. Szybka kłótnia z żoną/mężem, żeby nie było nudno. Dwa drinki dla rozluźnienia i krótki sen.
Po niemal 30-tu latach życia w końcu do mnie dotarło, że od śledzenia informacji w mediach i rozmyślania nad planami pokojowymi dla zwaśnionych narodów świata nie zbawię. Każda informacja wywiera na nas jakiś wpływ, a te które aktualnie nas atakują nie mają na nas dobrego odbicia. Jesteśmy tym czym się karmimy, więc może zamiast dawki strachu sianego w mediach odpalimy sobie podcast z kazaniami np. księdza Pawlukiewicza, lub (moje ostatnie odkrycie) księdza Marcina Ciechanowskiego. Jeżeli Twoim batonikiem jest oglądanie wiadomości, to zamiana ich na 30-to minutowe kazanie z youtube’a jest świetną formą postu. Może zamiast kolejnego rozdziału porywającej historii kryminalno/romantycznej przeczytasz kilka wersetów z Pisma Świętego?
Jeżeli Twoim batonikiem jest plotkowanie, to zamień je na pomoc lub rozmowę z osobą, którą obgadujesz.
W kościele Jezuitów w Opolu trwa bardzo fajna akcja TYdzieńWciszy (tutaj możecie o tym poczytać), w sam raz jeśli Twoim batonikiem jest telefon – a nie oszukujmy się, czyim nie jest 😉
Z Wielkim Postem jest trochę jak z odchudzaniem. Nie wystarczy przez miesiąc trzymać się diety, bo gdy później zaczniemy się objadać niezdrowym jedzeniem, to znów przybierzemy na wadze. Aby utrzymać dobrą sylwetkę, trzeba te zdrowe nawyki wdrożyć w życie – na całe życie. Niech tak samo będzie z naszymi postnymi postanowieniami. Nie kończmy ich wraz z usłyszeniem dzwonów w Wielką Sobotę, tylko wpiszmy je na stałe do naszej codzienności.
Niech te czterdzieści dni nie będzie po to, żeby sobie coś udowodnić. Niech będzie to czas, aby wrócić do Boga, do Ewangelii, do bliźnich i do własnego serca.
Wielki Post zaczyna się od Bożego zaproszenia – Wróć do mnie całym sercem. Każde wyrzeczenie, każda modlitwa, każdy mały gest prowadzi nas ku porankowi Zmartwychwstania. Bo chrześcijaństwo nie kończy się na krzyżu.
I na koniec niech przynajmniej jedno mądre zdanie zagości na tym blogu:
„Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie.”
(Iz 58,6-8)
Ps. Pewnie ciekawi was co się stało z księdzem Piotrem. Spowiadałem się u niego przez jakieś pół roku, chociaż już bez takich dłuższych rozmów. Po tym czasie został wysłany do innej parafii, dość spory kawałek ode mnie. Jednakże głęboko wierzę, że ta nasza „relacja” się nie skończyła, ponieważ wspominam go w modlitwie i mam nadzieje, że On mnie też.
Ps2. Dziękuje także za miłe komentarze jak i wiadomości dotyczące poprzedniego posta, które otrzymałem od Was na instagramie i meilu.
Zrobiło mi się bardzo miło 🙂
Dziękuje też za informacje odnośnie słabej czytelności/zlewania się koloru czcionki z tłem.
Mam nadzieję, że udało mi się już zmienić kolor czcionki na czarny, lub dobrać inną szatę graficzną.

Ciekawe stwierdzenie. W takim razie moim batonikiem jest praca. Przesiaduje nad papierami po godzinach, przez co nie mam czasu dla rodziny. Tym chce się zająć w Wielkim Poście