Przejdź do treści

Jutro pójdziemy do nieba

Błądząc w eterze wspomnień i starego dobrego powiedzenia „kiedyś to było” przestajemy patrzeć na to co jest. Tak często zapominamy, że nasze życie toczy się teraz, a nie zaraz, przez co przegapiamy to, co dziś było dla nas kolejną lekcją życia. Ciągłe zamartwianie się o kolejny dzień, nadchodzący egzamin, czy inne ważne wydarzenie często przyćmiewa nam to, co się aktualnie dzieje. Pan Jezus powiedział:

„Nigdy więc nie zamartwiajcie się o następny dzień, bo następny dzień będzie miał własne zmartwienia. Każdy dzień ma dosyć własnych problemów” Mateusza 6:34

Co jeśliby wdrożyć Boże słowa w nasze codzienne życie?
Mam teraz taki czas, że mocno boję się o nadchodzący rok. Nie patrząc na sprawy geopolityczne jak wojna za naszą granicą, czy wojna w Izraelu ale o taki zwykły czas dla mnie. Wielkimi susami do moich drzwi pukają 27. urodziny, a tak na dobrą sprawę pierwsze prawdziwe z Bogiem w sercu. Co prawda w zeszłym roku nie myślałem, że znów będę pisał, mówił ludziom o Bogu i jego miłosierdziu, próbował rozpowszechniać Ewangelie gdzie tylko mogę. Każdy dzień naszego życia jest niewiadomą, a zmartwienia o kolejny potęgują ogarniający nas strach. Kilka lat temu myślałem, że w tym wieku będę miał rodzinę, dzieci i nowe (dziesięcioletnie) auto w garażu, a niestety nie mam żadnej z tych rzeczy.
Wiele sytuacji możemy przewidzieć, lub się na nie przygotować jednak
co się wydarzy wie tylko Bóg ale co jeśli jutro pójdziemy do nieba? Jesteśmy na to gotowi? Czy tego chcemy, czy może jednak powiedzielibyśmy Bogu – „Panie, za dwa dni biorę ślub, a potem jedziemy na wakacje. Przyjdź za miesiąc”. Jak wielu z nas pomyślałoby – „Panie, nie teraz. Muszę skoczyć na spowiedź i wtedy przyjdź” lub coś podobnego. Żyjemy dniem następnym zamiast korzystać z tego jedynego, wyjątkowego dnia który w czasie teraźniejszym przeżywamy.

„Serce człowieka obmyśla swe drogi, ale Pan kieruje jego krokami” (Przysłów 16:9)

Jeżeli pozwolimy mu przez nas działać, możemy dokonać wielkich rzeczy, a gdy mu w pełni zaufamy nie będzie dla nas rzeczy niemożliwych. Jednak jak to jest z tą ufnością?
Mam w sobie od dłuższego czasu silną potrzebę wyjazdu, zmiany otoczenia, podjęcia nowej pracy i układania wszystkiego od początku. Wydaje mi się to kolejnym elementem Bożej układanki ale mam w sobie ten strach, bo jak sobie poradzę, czy znajdę pracę, mieszkanie, czy powiążę koniec z końcem?
Tu potrzebne jest to zaufanie. Serce mówi, że może być tylko lepiej, a rozum krzyczy nie dasz rady.
Może ktoś z was był w podobnej sytuacji i podzieli się ze mną swoim doświadczeniem? 🙂

Kroczenie ścieżką prowadzącą do Boga nie jest sprawą łatwą. Co krok trafi się jakaś przeszkoda ale idąc z Jezusem nie ma takiej, której nie da się przejść. Często widzę w okół siebie ludzi, których jedna sytuacja potrafi skutecznie uziemić na dłuższy czas. Niektórym wystarczy tylko kilka takich upadków, aby spędzić z kapitanem glebą wiele lat. Gdy próbuję takim ludziom pomóc, często spotykam się ze stwierdzeniem – „nie rozumiesz dlaczego tak jest”.  Mam dla was darmową poradę/ripostę, która skutecznie gasi drugą osobę – To mi wytłumacz!.
Czy my sami potrafimy sobie wytłumaczyć skąd wzięły się nasze wahania nastroju i gorszy czas? Aby zrozumieć innych, najpierw trzeba zrozumieć samego siebie. Sama ta kwestia może nam zająć lata ale jest warta tego czasu. Jesteśmy doświadczeniem, zbiorem przeżyć, myśli. Na każdą sytuację mamy przygotowaną obronę, na każde słowo odpowiedź. Codzienność potrafi nas wiele nauczyć ale sami musimy znaleźć gdzie ta odpowiedź tkwi. Kluczem zrozumienia siebie jest pokochanie tej osoby, którą codziennie widzicie w lustrze. Miałem spore problemy z akceptacją siebie, a co za tym idzie obdarzenie siebie uczuciem, co potęgowało mój strach o jutro. Postanowiłem każdego dnia rano uśmiechnąć się do siebie i życzyć miłego dnia. Niby nic ale uwierzcie mi, że pod naporem codzienności musiałem ten uśmiech wspomagać rękoma i podnosić wargi do góry. Po kilku tygodniach sam fakt oglądania w lustrze człowieka, który palcami rozciąga wargi zaczął mnie bawić i nawet dziś rano zrobiłem to samo, żeby się z siebie z miłością zaśmiać. Życzcie sobie miłego dnia, bo dlaczego sami sobie tego życzyć nie możecie. Powiedzcie tej osobie, którą widzicie w lustrze, że jest wartościowa, cudowna i kompletna. Niczego nam nie brakuje, jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga, a co za tym idzie jesteśmy cudem. Dziś przypomnijcie sobie jaki był ten dzień, co Wam dobrego i złego przyniósł oraz jaką naukę możecie z niego wyciągnąć.
A co z jutrem? Cóż, niech się sam o siebie martwi 🙂

 

 

Ps. Zauważyłem, że lubię odbiegać od tematu. Mam nadzieję, że wam to nie przeszkadza ale gdy coś piszę to jakby te zdania same przychodzą i już tego nie zmieniam. Może ktoś z was akurat tych słów potrzebuje 🙂

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *